Najcięższa, sztormowa pogoda (4-5* B) dopadła mnie i napędziła mnóstwo adrenaliny na samotnym odcinku z plaży opodal latarni Czołpino do Rowów, gdzie na koniec prąd rzeki Łupawy zderzający się z silną północna falą zapewnił mi prawdziwe rodeo między główkami portu. Do tego, płynąc z Łeby dzień wcześniej, wywróciłem się na zdradliwej, baksztagowej fali. Niezwykle męczący okazał się niespodziewanie odcinek z Krynicy do Nowej Karczmy i z powrotem w walce z wyczerpującym siły przeciwnym wiatrem. Parę razy doskwierała pobudka w jesienny lub zimowy ciemny świt, by zmieścić się w oknie czasowym na zimnym morzu. W ramach innych nietypowych rozrywek, obaj, ja i Piotr, wpadliśmy zimą do basenu portowego w Tolkmicku. Na odcinku wzdłuż Mielna, a potem koło Darłówka, byliśmy świadkami wakacyjnego piekła, ścisku tłumów, hałasów i spalin skuterów. Potężna północna nawałnica nad Zalewem Szczecińskim zmiotłaby nas o mało co do wody wraz z namiotami. Wynudził fragment wzdłuż Mierzei Wiślanej od strony Zatoki Gdańskiej, najmniej urozmaicony w całej tej podróży. Ciężko zmaltretowały poczucie estetyki nadbrzeżna "architektura' Swarzewa" i pola "namiotowe" nad Zatoką Pucką, między Władysławowem a Chałupami. Nastraszył oczy "krążownik Imperium", hotel "Gołębiewski" w Pobierowie...Ale to wszystko to tylko niezbędny, niepomijalny, nadający dodatkowy smak element każdej przygody.
Dodaj Komentarz